Niektóre tajemnice powinny na zawsze pozostać pogrzebane… Problem w tym, że ktoś najwyraźniej zrobi wszystko, by tak właśnie się stało.
Chojnice. Stary cmentarz. Płytko zakopana trumna, a w niej ciało mężczyzny, który prawdopodobnie został pochowany żywcem. Do tego trzech zaginionych mężczyzn i pytanie, które nie daje spokoju: co łączy te wydarzenia i jaką prawdę ktoś próbuje ukryć?
Przemysław Piotrowski zabiera nas w sam środek mrocznej zagadki, w której nic nie jest oczywiste. Aspirant Wiktoria Sarnecka, prowadząca śledztwo, zaczyna łączyć pozornie odległe tropy. Kiedy na jej drodze pojawia się dziennikarka Nina Bacela, a ślady prowadzą aż w Bieszczady, sprawa nabiera zupełnie nowego wymiaru.
Najbardziej intryguje mnie tutaj sposób, w jaki przeszłość splata się z teraźniejszością. Zaginięcia, niewygodne sekrety i wydarzenia, do których ktoś nie chce dopuścić ponownie, tworzą sieć zależności, z której trudno się wydostać. Im bliżej prawdy znajdują się bohaterki, tym wyraźniej widać, że nie wszyscy chcą, aby śledztwo dobiegło końca.
To historia, która już samym punktem wyjścia budzi niepokój, a następnie prowadzi czytelnika przez kolejne warstwy tajemnicy. Mroczna atmosfera, narastające napięcie i poczucie, że za każdym rogiem może kryć się kolejny niebezpieczny sekret, sprawiają, że trudno przejść obok tej sprawy obojętnie.
Wiktoria i Nina muszą zmierzyć się nie tylko z zagadką kryminalną, ale również z ludźmi, którzy za wszelką cenę chcą zachować milczenie. A kiedy stawką staje się ich własne bezpieczeństwo, każde odkrycie może okazać się krokiem w stronę prawdy… albo pułapką.
„Ślepą, czarną nocą” zapowiada się na mocny, niepokojący kryminał, w którym przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, a odpowiedzi mogą okazać się znacznie bardziej przerażające niż same pytania.
Bo czasem najciemniejsze sekrety nie znikają wraz z upływem lat. Czekają tylko na moment, w którym ktoś zacznie je odkopywać.
Komentarze
Prześlij komentarz