Niektóre odpowiedzi przynoszą ulgę. Inne potrafią całkowicie zburzyć świat, który znaliśmy.
„Odnaleziony” Harlana Cobena to finałowy tom trylogii o Mickeyu Bolitarze i zdecydowanie nie jest to spokojne pożegnanie z bohaterami. Wręcz przeciwnie – Coben jeszcze mocniej komplikuje historię i prowadzi Mickeya do odpowiedzi, których ten szukał od miesięcy.
Osiem miesięcy po śmierci ojca Mickey nadal nie potrafi uwierzyć, że był to zwykły wypadek. W jego głowie coraz mocniej kiełkuje przekonanie, że cała tragedia została upozorowana. Kiedy dochodzi do ekshumacji, pojawiają się kolejne wątpliwości.
I wtedy robi się naprawdę ciekawie.
🔎 Mickey musi jednocześnie prowadzić trzy śledztwa. Próbuje odkryć prawdę o śmierci ojca, bada aferę dopingową w szkolnej drużynie koszykarskiej, a dodatkowo próbuje odnaleźć chłopaka, który… być może nigdy nie istniał.
Brzmi absurdalnie? W świecie Cobena to dopiero początek.
Autor bardzo sprawnie żongluje tropami, podejrzanymi i kolejnymi sekretami. Kiedy wydaje się, że wreszcie zaczynamy rozumieć sytuację, pojawia się następny szczegół, który zmusza do zmiany całej teorii.
Największą siłą tej części jest dla mnie właśnie niepewność. Mickey jest przekonany, że zna swoją historię, swoją rodzinę i wydarzenia, które doprowadziły do śmierci ojca. Im bliżej prawdy się znajduje, tym bardziej okazuje się jednak, że wszystko może być zupełnie inne.
⚡ „Odnaleziony” to szybki, pełen zagadek finał, który nie pozwala odłożyć książki na długo. Coben nie prowadzi czytelnika prostą ścieżką – raczej wrzuca go w labirynt, w którym każda odpowiedź otwiera kolejne drzwi.
A największe pytanie brzmi:
Czy Mickey naprawdę chce poznać całą prawdę?
Bo czasami człowiek przez wiele miesięcy walczy o odpowiedź, nie zdając sobie sprawy, że może ona okazać się znacznie trudniejsza do udźwignięcia niż sama tajemnica.
Komentarze
Prześlij komentarz