Morze potrafi dać poczucie wolności.
Bezkresny horyzont. Szum fal. Słońce odbijające się od tafli wody.
Ale wystarczy jeden moment, by ten sam krajobraz zamienił się w więzienie.
Bo dokąd uciekniesz, gdy ze wszystkich stron otacza cię tylko morze?
„Białe tango” Marty Zaborowskiej to thriller, który wykorzystuje jeden z najbardziej fascynujących motywów gatunku – zamknięty krąg podejrzanych. Kilka osób. Ograniczona przestrzeń. Narastający strach. I świadomość, że morderca znajduje się tuż obok.
Siedem dni.
Sześć osób.
Jeden jacht.
To miał być rejs marzeń wzdłuż hiszpańskiego wybrzeża. Chwila oddechu od codzienności, przygoda i czas spędzony w pięknych okolicznościach przyrody.
Zamiast tego staje się koszmarem.
Po tajemniczym zaginięciu jednego z pasażerów atmosfera na pokładzie zaczyna gęstnieć z każdą godziną. Niepewność przeradza się w podejrzenia, a niewinna gra w „Kto zabił?” szybko zamienia się w niebezpieczny pojedynek pełen oskarżeń, niedomówień i sekretów.
Autorka znakomicie buduje napięcie.
Nie potrzebuje gwałtownych zwrotów akcji na każdej stronie. Wystarczą spojrzenia. Przemilczenia. Drobne kłamstwa. Atmosfera nieufności rośnie powoli, ale nieubłaganie, aż czytelnik sam zaczyna podejrzewać każdego bohatera.
I właśnie w tym tkwi największa siła tej powieści.
Nie wiadomo, komu wierzyć.
Każdy coś ukrywa.
Każdy ma swoje motywy.
Każdy może okazać się mordercą.
Morze staje się tutaj pełnoprawnym bohaterem historii. Piękne za dnia, nocą zmienia się w bezkresną, czarną otchłań, odcinając bohaterów od pomocy i nadziei. Jacht, który miał być symbolem wolności, zamienia się w klaustrofobiczną pułapkę.
Marta Zaborowska doskonale wykorzystuje ten kontrast, tworząc thriller, który trzyma w napięciu od pierwszych stron aż do finału.
„Białe tango” przypadnie do gustu czytelnikom, którzy lubią:
⛵ thrillery w stylu „zamkniętego kręgu”,
�� mroczne historie rozgrywające się na morzu,
�� tajemnicze zaginięcia i zbrodnie,
�� bohaterów skrywających sekrety,
�� psychologiczne gry i narastającą paranoję.
To książka, która przypomina, że największe niebezpieczeństwo nie zawsze kryje się w sztormie.
Nie zawsze czai się w mroku oceanu.
Czasem siedzi naprzeciwko przy wspólnym stole.
Uśmiecha się.
I cierpliwie czeka na swój kolejny ruch.
A wtedy morze staje się zbyt małe, by przed nim uciec.
Komentarze
Prześlij komentarz