Wyobraź sobie gorącego hokeistę z XXI wieku, który nagle trafia do Anglii epoki regencji.
Bez telefonu. Bez internetu. Bez burgerów.
Za to wśród gorsetów, konwenansów i kobiet, które jednym spojrzeniem potrafią zranić bardziej niż krążek lecący prosto w twarz.
Brzmi absurdalnie?
A jednak Lia Riley stworzyła historię, która jest jednocześnie lekka, zabawna, romantyczna i zaskakująco urocza.
Hokej, duma i uprzedzenie to romans, który przypomina połączenie komedii romantycznej, podróży w czasie i klimatu Jane Austen — ale podanego z nowoczesnym humorem i dużą dawką chemii między bohaterami.
Tucker Taylor to typ faceta, który lepiej radzi sobie na lodowisku niż w świecie pełnym etykiety i herbacianych przyjęć. Kiedy więc budzi się w 1812 roku i spotyka Lizzy Wooddash — inteligentną, upartą i piekielnie niezależną kobietę — iskry są nieuniknione.
I właśnie relacja tej dwójki jest największą siłą książki.
Ich dialogi są pełne droczenia się, ironii i napięcia, które z każdą stroną rośnie coraz bardziej. Lizzy nie jest typową bohaterką romansową — nie marzy o wielkiej miłości ani księciu z bajki. Chce wolności. Chce decydować o sobie w świecie, który kobietom praktycznie tej możliwości nie daje. A Tucker? Początkowo wydaje się kompletnie zagubiony w tej rzeczywistości, ale szybko okazuje się, że pod sportową pewnością siebie kryje się ktoś naprawdę ciepły i lojalny.
To książka, która daje ogrom frajdy podczas czytania.
Jest lekka, ale nie głupiutka. Romantyczna, ale nie przesłodzona. Zabawna, ale potrafi też wzruszyć.
I ma dokładnie ten rodzaj klimatu, przy którym człowiek czyta „jeszcze jeden rozdział”… a potem orientuje się, że jest druga w nocy.
Jeśli lubisz:
– motyw enemies to lovers,
– podróże w czasie,
– błyskotliwe dialogi,
– bohaterki z charakterem,
– i romanse, które wywołują uśmiech przez pół książki…
to „Hokej, duma i uprzedzenie” będzie absolutnie idealnym wyborem.
Bo czasami największy chaos w życiu zaczyna się od jednego przypadkowego skoku do lodowatej wody.
Komentarze
Prześlij komentarz