Są miejsca, do których lepiej nie wchodzić po zmroku.
I są takie, do których nie powinno się wchodzić w ogóle.
Las z najnowszej powieści Przemysław Piotrowski jest właśnie takim miejscem. Niepokojącym, dzikim i pełnym tajemnic, które od lat skrywa przed ludźmi. A może to nie las ukrywa sekrety, tylko mieszkańcy niewielkiego Czyśćca?
Już sam tytuł — „W ciemnym, głodnym lesie” — brzmi jak ostrzeżenie. I szybko okazuje się, że nie jest ono przesadzone.
Gdy kolejna młoda kobieta znika bez śladu w Bieszczadach, dziennikarka Nina nie potrafi pozostać obojętna. Zwłaszcza że dokładnie w tym samym miejscu lata wcześniej zaginęła jej siostra. Rozpoczynając własne śledztwo, odkrywa coś znacznie bardziej przerażającego niż pojedyncze zaginięcie. Bo dziewczyny znikały już wcześniej. I nikt nie chce o tym rozmawiać.
To właśnie atmosfera jest największą siłą tej książki.
Piotrowski buduje napięcie powoli, ale konsekwentnie. Mgła snująca się między drzewami, opuszczone drogi, nieufni mieszkańcy i wszechobecne poczucie, że ktoś obserwuje każdy ruch bohaterki sprawiają, że podczas lektury niemal czuć chłód bieszczadzkiego lasu na własnej skórze.
Czyściec wydaje się miejscem zawieszonym między rzeczywistością a koszmarem. Miejscem, gdzie plotki mieszają się z legendami, a prawda od dawna została pogrzebana pod warstwą strachu i milczenia.
Nina to bohaterka, której łatwo kibicować. Uparta, odważna i zdeterminowana, by odkryć, co naprawdę stało się z jej siostrą. Jednak wraz z nią czytelnik coraz głębiej wchodzi w mrok, z którego może nie być już powrotu.
To thriller dla tych, którzy lubią:
– małe miejscowości pełne sekretów,
– zaginięcia i nierozwiązane sprawy sprzed lat,
– duszny klimat izolacji,
– mroczne lasy i lokalne legendy,
– oraz historie, w których prawda okazuje się bardziej przerażająca od plotek.
Bo czasem najgroźniejsze nie są potwory ukrywające się w lesie.
Czasem najgroźniejsi są ludzie, którzy wiedzą, co ten las skrywa.
Komentarze
Prześlij komentarz