Niektóre decyzje podejmujesz spontanicznie.
Inne… wracają po latach i pytają: na pewno tego nie żałujesz?
Regret Me Not to historia, która zaczyna się jak lekka, trochę szalona komedia romantyczna… a kończy znacznie głębiej, niż można się spodziewać.
Cove żyje tak, jak chce — bez planów, bez ograniczeń, z głową pełną impulsów i sercem, które nie lubi stać w miejscu. Skok ze spadochronem? Czemu nie. Spontaniczny ślub w Las Vegas? …okej, może to był lekki przesyt emocji.
Bo właśnie tak zaczyna się ta historia.
Jedna noc. Jeden podpis. Jeden błąd — albo coś, co miało nigdy nie mieć znaczenia.
A potem pojawia się on.
Calloway Shaw. Poukładany. Przewidywalny. Zupełne przeciwieństwo wszystkiego, co Cove uważa za „swoje”. I nagle ten mężczyzna, o którym najłatwiej byłoby zapomnieć… wraca z bardzo konkretną propozycją.
Podróż. Układ. I szybki rozwód.
Brzmi prosto?
No właśnie nie.
Bo między nimi od początku czuć napięcie — nie takie wybuchowe i oczywiste, ale ciche, narastające, pełne niedopowiedzeń. Każda rozmowa, każde spojrzenie, każdy wspólny kilometr zmienia coś, czego nie da się już cofnąć.
To nie jest historia o idealnej miłości.
To historia o tej niewygodnej.
O uczuciu, które pojawia się w najmniej odpowiednim momencie.
O ludziach, którzy do siebie nie pasują… a jednak coś ich przyciąga.
I o tym, że czasem największym ryzykiem nie jest zakochanie się — tylko pozwolenie sobie na to.
„Regret Me Not” ma w sobie ten charakterystyczny klimat: lekkość wymieszaną z emocjonalnym ciężarem. Jest podróż, jest humor, są iskry… ale pod tym wszystkim kryje się coś bardziej prawdziwego — pytanie o wybory i ich konsekwencje.
Bo możesz uciec przed człowiekiem.
Ale nie zawsze przed tym, co przy nim poczułaś.
Komentarze
Prześlij komentarz