Są historie o miłości, które czyta się jak ciepły list. I są takie, które przypominają list znaleziony po latach w starej szufladzie – zmięty, poplamiony łzami, pachnący wspomnieniami. Ta powieść należy do tej drugiej kategorii.
Paige Toon opowiada o uczuciach, które nie mieszczą się w prostych schematach. O miłości, która nie zawsze przychodzi w odpowiednim czasie. O wyborach, które rozdzierają serce. I o więzi między siostrami – tej cichej, trudnej, czasem bolesnej, ale ostatecznie silniejszej niż wszystko inne.
Phoebe, Eliza i Rose są identyczne tylko z zewnątrz. W środku każda z nich nosi inne pragnienia, inne rany i inne marzenia. Jedna stoi na rozdrożu między stabilnością a pasją. Druga kurczowo trzyma się uczucia, które nigdy nie było w pełni jej. Trzecia próbuje poskładać życie, które nagle się rozpadło. A jednak ich drogi splatają się w najbardziej niebezpieczny sposób – wokół tego samego mężczyzny.
To nie jest jednak historia o rywalizacji. To opowieść o tym, jak bardzo można kogoś kochać i jak bardzo można się przez to pogubić. O tym, że czasem największą miłością nie jest ta romantyczna, lecz ta, która pozwala komuś odejść. Toon pisze z ogromną czułością, ale też z brutalną szczerością. Nie unika bólu, nie łagodzi strat. Pozwala bohaterkom upadać, popełniać błędy i szukać siebie w świecie, który nie zawsze jest łaskawy.
Ta książka ma w sobie coś kojącego i jednocześnie rozdzierającego. Jest jak długi spacer o zmierzchu – piękny, ale podszyty melancholią. Czytając, łatwo odnaleźć w siostrach własne lęki i pragnienia. I zrozumieć, że miłość nie zawsze daje odpowiedzi, ale zawsze coś w nas zmienia.
To historia, przy której serce bije szybciej, a oczy wilgotnieją zupełnie niepostrzeżenie. Romantyczna, ale nie cukierkowa. Smutna, ale pełna nadziei. I przede wszystkim – bardzo ludzka.
Komentarze
Prześlij komentarz