„Ukojenie” Kaliny Jaszczur to jeden z tych kryminałów, które zaczynają się mocnym uderzeniem i nie zwalniają ani na sekundę. Już sam punkt wyjścia mrozi krew w żyłach: pięć osób martwych jednocześnie, na odludnym łowisku, bez ran, bez świadków, bez jakiegokolwiek logicznego wyjaśnienia. To zagadka, która od pierwszych stron wywołuje ciarki – i nie przestaje aż do finału.
Do rodzinnego miasta wraca komisarz Stefa Zarzycka – bohaterka twarda, niepokorna, ale pod skorupą profesjonalizmu skrywająca własne traumy. Wplątana w śledztwo, szybko odkrywa, że to nie jest zwykła sprawa. Że za idylliczną fasadą lokalnej społeczności kryją się sekrety, o których nikt nie chce mówić. A ci, którzy wiedzą najwięcej, milczą najgłośniej.
Każdy kolejny trop prowadzi donikąd. Każda nowa zbrodnia dodaje tylko pytania, odbierając jednocześnie poczucie bezpieczeństwa. Kalina Jaszczur z niezwykłą precyzją rysuje duszną atmosferę prowincji – miejsca, w którym wszyscy się znają, a jednak nikt nie mówi pełnej prawdy. W takich warunkach prawda staje się walutą… i bronią.
To kryminał nasycony psychologiczną głębią – autorka nie stawia na tanie sensacje, lecz na napięcie budowane warstwowo, powoli, metodycznie. Zmusza czytelnika, by patrzył pod powierzchnię, zadawał niewygodne pytania i sam szukał odpowiedzi. A kiedy wreszcie zbliżamy się do rozwiązania, pojawia się to jedno, najważniejsze:
Czy na pewno chcemy wiedzieć, co naprawdę wydarzyło się tamtej nocy?
Zakończenie jest takie, jak powinno być w najlepszych thrillerach psychologicznych – niepokojące, otwierające więcej drzwi, niż zamyka. Pozostawia w głowie echo, które nieustannie wraca.
�� Dlaczego warto przeczytać „Ukojenie”:
Mroczna, duszna atmosfera małego miasteczka skrywającego brudne sekrety.
Portret bohaterki, którą trudno zaszufladkować – silnej, ale poranionej.
Zagadkowa zbrodnia, która wymyka się logice.
Narracja, która wciąga i nie pozwala przewidzieć finału.
Idealne dla fanów Izy Szylko, Katarzyny Puzyńskiej, Camilli Läckberg i Gillian Flynn.
Komentarze
Prześlij komentarz