„Pragnienie” to jedna z tych powieści, które wymykają się wszelkim gatunkowym definicjom. Marina Yuszczuk tworzy historię wampirzycy, ale nie takiej, którą znamy z klasyki literatury grozy. To postać dzika, zmęczona wiekami istnienia, rozdarta między pierwotnym głodem a koniecznością dopasowania się do epoki, która nie toleruje już otwartej przemocy. Jej przybycie do XIX-wiecznego Buenos Aires staje się nie tylko punktem zwrotnym w jej własnym życiu, ale również w metaforycznym opowieści o narodzinach miasta.
Autorka cudownie maluje kontrast między przeszłością a teraźniejszością — z jednej strony oglądamy brutalne, instynktowne wampirze „ja”, z drugiej współczesną kobietę, która mierzy się z własną tożsamością, ograniczeniami i powolnym budzeniem się fascynacji tym, co mroczne, nienazwane, od dawna tłumione. Ich spotkanie — choć metaforyczne — staje się sercem powieści: dwie kobiety, dwa światy, dwa pragnienia, które odbijają się od siebie niczym w lustrze.
To książka nasycona atmosferą gotycką, ale nie ciężką — bardziej melancholijną i intymną. Wampiryzm jest tu narzędziem, a nie celem. Yuszczuk łączy elementy Mary Shelley, nuty Austen i własną wrażliwość, tworząc opowieść o kobiecej wolności, samotności i cichych buntach, które tliły się w kobietach od wieków.
„Pragnienie” jest niepokojące, piękne i dziwnie hipnotyzujące. Idealne dla czytelników, którzy szukają literatury nieoczywistej, poetyckiej, balansującej na granicy między mitem a współczesnością. To gotyk, który smakuje bardziej jak opowieść o człowieczeństwie niż o potworach — choć potwory nadal tu są, tyle że w całkiem nowych formach.
Komentarze
Prześlij komentarz